Nadszedł długo oczekiwany przez wszystkich weekend. Winry wyspana i szczęśliwa poszła wziąć kąpiel. Długą, kojącą kąpiel z pachnącymi bąbelkami. Siedziała w łazience dłuższą chwilę, kiedy postanowiła już wyjść. Zeszła na dół na śniadanie. Jej babci nigdzie nie było, więc poszła do kuchni. Zrobiła kanapki i zaczęła jeść, Do domu wpadła nagle Rose, bez pukania pobiegła do Winry.
-Idziemy na zakupy! No już zbieraj się. - zaskoczona Winry patrzyła na nią chwilę i wstała.
-Nigdzie nie idę, miałam zostać w domu i odpocząć. - ale Rose nie straciła entuzjazmu:
-No chodź, no chodź! - krzyczała ciągnąc ją za rękę i patrząc błagalnym wzrokiem. - nie mam w co się ubrać!
-Ale ja mam. - odpowiedziała sucho Winry.- Nie mam ochoty, rozumiesz?
-YY... Coś się stało? - spytała zaskoczona koleżanka. Dziewczyna pomyślała o wczorajszej sytuacji z Edwardem.
-No nic... - zamyśliła się
-Dobra, to jak nie na zakupy to chodź chociaż nad rzekę.- po chwili Winry zgodziła się. Poszła się ubrać, uczesać i pomalować, a po chwili była gotowa do wyjścia.
-No to idziemy.- Zamknęła drzwi i zostawiła kartkę dla babci.
-Opowiedz co się stało! widzę, że coś jest nie tak.- Rose ciągle nalegała.
-No dobra dobra. - Winry opowiedziała o wszystkim dziewczynie.
-AAAA! ON CIĘ KOCHA!!!- Rose zaczęła szaleć.
-Niby z czego to wnioskujesz? - zdziwiła się. - uratował mnie tylko przed tym kretynem, Envym i nic więcej. Ed jest beznadziejny i arogancki. Nie lubię go - zdenerwowała się.
-Przepraszam, to chyba w mojej wyobraźni wyglądało nieco inaczej.. - zachichotała - może mu się podobasz - widoczne były gwiazdki w jej oczach. - pasujecie do siebie!
-Nic sobie nie wyobrażaj. Nie pasujemy do siebie, a ja mu się na pewno nie podobam.
Dziewczyny doszły nad rzekę. Siadły przy brzegu dalej rozmawiając.
-Cześć! - usłyszały zza siebie. To był Alphonse razem z Edwardem. Al ucieszony i radosny, a Ed wkurzony i nadąsany. Al podbiegł do nich. - Co u was? Jesteśmy tu codziennie, a was jeszcze tu nie widzieliśmy ani razu.
-Bo nie byłyśmy tutaj. - Rose wpatrzyła się na chłopaka jak w obrazek.
-Dzisiaj jesteśmy, więc dołączcie do nas. - Uśmiechnęła się Winry.
-Ed! Chodź tutaj! - pomachał do brata, on jednak podszedł niechętnie.
Chłopak popatrzył na Winry w taki sposób, że aż posmutniała. Nie wiedziała dlaczego jest jakiś niechętny wobec jej osoby. Ed zapalił papierosa i spokojnie wypuścił dym.
-A ty znowu palisz? To niezdrowe. - skrzywiła się Winry, a on spiorunował ją wzrokiem.
-A co cię to interesuje? Moja sprawa.
-Nie chcę żebyś palił w mojej obecności! - wstała.
-To niech jedno z nas pójdzie, a ja nigdzie się nie wybieram. - zbliżył się do niej.
-Tak? Ja też się nigdzie nie wybieram! - sama się zbliżyła, a on wypuścił dym prosto na jej twarz
-Eh! jesteś beznadziejny!
-Ed! Zachowuj się idioto - podszedł do nich Al.
-Oj pierdziele. -rzucił peta.- idę.- jak powiedział tak zrobił.
Winry stanęła wkurzona i czerwona na twarzy. Zdecydowała się pójść do domu, ale po drodze postanowiła jednak pochodzić po okolicy i się uspokoić. Spacerowała do późna, aż zrobiło się ciemno. Trochę się bała, ale szła prosto do domu. Usłyszała jakiś szmer w krzakach nie daleko. Przestraszyła się konkretnie i szła coraz szybciej z coraz szybciej bijącym sercem. Coś wyskoczyło jej przed nogi. Przewróciła się, ale zobaczyła że to tylko wiewiórka. Kiedy się uspokoiła i nawet zaśmiała ta wiewiórka zamieniła się w Enviego. Winry krzyczała głośno.
-Zamknij się kretynko! - chłopak zatkał jej usta ręką. Zrobiło się cicho. Zbyt cicho. - A więc... teraz nie ma twojego 'bohatera', który może cię uratować? Bardzo mi przykro. - Pocałował ją wbrew jej woli. Winry walnęła go w twarz.
-Co ty robisz?! Zostaw mnie! Czym ty jesteś do cholery?! - Winry trzęsła się ze strachu oglądając się dookoła.
-Nikogo tutaj nie ma. Czym jestem? Hmm.. To długa historia. Tak w skrócie mogę przybrać każdą możliwą postać, jaką sobie zamarzę! - zamienił się w jej odbicie. - Fajnie prawda? - wrócił do siebie.
-Jak? Co? JAK?! - krzyczała. - Ratunku!!
-Co ja powiedziałem? Tu nikogo nie ma. - podszedł i włożył jej rękę pod bluzkę. Ona próbowała się wyrwać, kiedy poczuła charakterystyczny zapach i odwróciła się.
-A co JA powiedziałem?! Zostaw ją dupku! - Wszystko co zdążyła zauważyć to metalowa ręka wbijająca się w twarz Enviego.
wtorek, 3 lutego 2015
piątek, 12 grudnia 2014
5. Edward Elric
Winry dobrze spała. Śniła o swoich rodzicach, o przyjaciołach, o swoim dawnym domu. Obudziła się w dobrym humorze. Nie chciała iść do szkoły ze zwykłego lenistwa, było jej ciepło pod kołdrą i niechętnie otworzyła oczy. Spojrzała zaspana na zegarek. Krzyknęła z przerażenia, bo była mocno spóźniona. Wybiegła pędem z domu, ogarniając się w niecałe pół godziny. Zdąży ledwo na trzecią lekcję. Wleciała do szkoły niczym strzała, przebrała się jak najszybciej i poszła na lekcje. Jeszcze była przerwa więc uspokoiła się i podeszła do Rose. Pamiętała jej wczorajszą dziwną reakcję, ale ona wydaje się jakby zapomniała o wczorajszym dniu.
-Gdzie ty byłaś? Nawet telefonu nie odbierasz! - koleżanka rzuciła się jej na szyję.
-Zaspałam- uśmiechnęła się.
-Niech już ci się to lepiej nie zdarza! - dziewczyny zaczęły plotkować, kiedy Winry spojrzała na Rose widząc chłopaka o długich, złotych włosach.
-A to kto? - spytała koleżankę wskazując na niego - bardzo podobny do Al'a.
-To jest Edward Elric, jego starszy brat, a nasz kolega z klasy. Nie było go w szkole przez ostatni tydzień. Właściwie to mało z kim rozmawia, jakiś zamknięty w sobie. - zadzwonił dzwonek na lekcje. - Mamy teraz fizykę. Niestety, ale właśnie Ed siedzi tam sam, więc będziesz musiała z nim usiąść.
Klasa weszła do klasy. Winry przywitała się z nauczycielem Kain'em Fuery, po czym spojrzała na klasę. Rose miała rację, tylko Edward siedział sam w ostatniej ławce
-Mogę tu usiąść? - spytała go grzecznie.
-Taa.. - odpowiedział niechętnie, nawet nie patrząc w jej stronę.
-Ech.. Dziękuję. Jestem Winry Rockbell - dziewczyna podała mu rękę - jestem nowa w klasie. Chłopak na dźwięk imienia i nazwiska aż podskoczył i spojrzał na nią szybko. Zaniemówił, ale szybko się opamiętał. Jego reakcja dla Winry była dziwna, pomyślała nawet, że może ma nie równo pod sufitem.
-Ekhm. Jestem Edward Elric - podał jej rękę. Przez resztę lekcji nie odzywali się do siebie, jednak dziewczyna widziała jak chłopak spogląda na nią dosyć często. Lekcje minęły, wszyscy wychodzili ze szkoły. Rose już wyszła, a ona nie chciała iść sama do domu. Rozejrzała się i zobaczyła, że Envy idzie w jej stronę.
-Cześć! Idziesz do domu? Bo mamy w tą samą stronę. - uśmiechnął się miło.
-Tak, to chodźmy.
Szli przez jakiś czas rozmawiając i śmiejąc się. Dziewczyna nadal pamiętała o ostrzeżeniu koleżanek na jego temat. Rozmyślając o tym, chłopak spytał:
-Masz chłopaka? - wyrwało ją to z zamyślenia.
-Em.. Nie.
-Więc.. Może byś chciała mieć?- pytanie ją zaskoczyło.
-Nie. - to jedno słowo wywróciło go z równowagi.
-Jak to "nie"? Przecież wiem, że ci się podobam. - podszedł do niej blisko. Za blisko. Złapał dziewczynę za ręcę i chciał ją pocałować, pomimo jej wyraźnego sprzeciwu.
-Co ty robisz? Puszczaj mnie!
-Envy, puść ją. - oboje usłyszeli męski głos i zapach papierosa. Chłopak puścił dziewczynę tak mocno, że upadła na ziemię.
-Nie twoja sprawa, spadaj!- Envy stał się agresywny wobec chłopaka, którym okazał się Edward Elric (HERO.) Ed stał spokojnie, paląc zakazanego papierosa, patrząc na Enviego z politowaniem.
-Może i nie moja sprawa, ale moja dziewczyna. - Envy stanął jak wryty. Winry dopiero zaprzeczyła posiadanie chłopaka. Ed pomógł jej wstać.
-Lepiej, żebyś już nigdy nawet na nią nie popatrzył. - Powiedział odchodząc z zaskoczoną dziewczyną.
Gdy już nie byli w zasięgu wzroku Enviego dziewczyna krzyknęła na chłopaka
-Co to miało być?! Jaka dziewczyna? Co to za papieros?!! Za kogo ty się uważasz, sama bym sobie poradziła! - Winry zrobiła się czerwona, żądając jakiejkolwiek odpowiedzi. Ed bardzo się nie przejął, bo zanim odpowiedział dokończył papierosa na jej oczach i śmiejąc się odpowiedział:
-Co to miało być? To miało być uratowaniem cię przed nachalnym kolegą, który chciał najwyraźniej czegoś więcej niż tylko buzi w policzek. Ba, Envy to byłby w stanie cię nawet zmolestować, o ile tylko nawet na środku ulicy. Papieros jest na problemy, na pokaz, żeby ugasić pragnienie nałogu, żebyś się pytała. Uważam się za twojego wielkiego wybawiciela. Sama byś sobie poradziła? No jasne. - zaczął podchodzić do niej coraz bliżej. - Myślisz, że ten kompletny brak mięśni poradziłby sobie z czymkolwiek? - Ed był już centymetr od jej twarzy. Złapał ją za ręcę i przytrzymał. Winry zaczęło bić mocniej serce. - Proszę, spróbuj się uwolnić. W tym momencie mógłbym zrobić co chcę, nawet mnie nie ruszysz. - puścił ją i odsunął się. - myślę, że taka odpowiedź wystarczy. Do widzenia. - odwrócił się i skierował w stronę swojego domu, zapalając kolejnego papierosa zostawiając zszokowaną Winry z burakiem na twarzy i zbyt mocno bijącym sercem.
-Gdzie ty byłaś? Nawet telefonu nie odbierasz! - koleżanka rzuciła się jej na szyję.
-Zaspałam- uśmiechnęła się.
-Niech już ci się to lepiej nie zdarza! - dziewczyny zaczęły plotkować, kiedy Winry spojrzała na Rose widząc chłopaka o długich, złotych włosach.
-A to kto? - spytała koleżankę wskazując na niego - bardzo podobny do Al'a.
-To jest Edward Elric, jego starszy brat, a nasz kolega z klasy. Nie było go w szkole przez ostatni tydzień. Właściwie to mało z kim rozmawia, jakiś zamknięty w sobie. - zadzwonił dzwonek na lekcje. - Mamy teraz fizykę. Niestety, ale właśnie Ed siedzi tam sam, więc będziesz musiała z nim usiąść.
Klasa weszła do klasy. Winry przywitała się z nauczycielem Kain'em Fuery, po czym spojrzała na klasę. Rose miała rację, tylko Edward siedział sam w ostatniej ławce
-Mogę tu usiąść? - spytała go grzecznie.
-Taa.. - odpowiedział niechętnie, nawet nie patrząc w jej stronę.
-Ech.. Dziękuję. Jestem Winry Rockbell - dziewczyna podała mu rękę - jestem nowa w klasie. Chłopak na dźwięk imienia i nazwiska aż podskoczył i spojrzał na nią szybko. Zaniemówił, ale szybko się opamiętał. Jego reakcja dla Winry była dziwna, pomyślała nawet, że może ma nie równo pod sufitem.
-Ekhm. Jestem Edward Elric - podał jej rękę. Przez resztę lekcji nie odzywali się do siebie, jednak dziewczyna widziała jak chłopak spogląda na nią dosyć często. Lekcje minęły, wszyscy wychodzili ze szkoły. Rose już wyszła, a ona nie chciała iść sama do domu. Rozejrzała się i zobaczyła, że Envy idzie w jej stronę.
-Cześć! Idziesz do domu? Bo mamy w tą samą stronę. - uśmiechnął się miło.
-Tak, to chodźmy.
Szli przez jakiś czas rozmawiając i śmiejąc się. Dziewczyna nadal pamiętała o ostrzeżeniu koleżanek na jego temat. Rozmyślając o tym, chłopak spytał:
-Masz chłopaka? - wyrwało ją to z zamyślenia.
-Em.. Nie.
-Więc.. Może byś chciała mieć?- pytanie ją zaskoczyło.
-Nie. - to jedno słowo wywróciło go z równowagi.
-Jak to "nie"? Przecież wiem, że ci się podobam. - podszedł do niej blisko. Za blisko. Złapał dziewczynę za ręcę i chciał ją pocałować, pomimo jej wyraźnego sprzeciwu.
-Co ty robisz? Puszczaj mnie!
-Envy, puść ją. - oboje usłyszeli męski głos i zapach papierosa. Chłopak puścił dziewczynę tak mocno, że upadła na ziemię.
-Nie twoja sprawa, spadaj!- Envy stał się agresywny wobec chłopaka, którym okazał się Edward Elric (HERO.) Ed stał spokojnie, paląc zakazanego papierosa, patrząc na Enviego z politowaniem.
-Może i nie moja sprawa, ale moja dziewczyna. - Envy stanął jak wryty. Winry dopiero zaprzeczyła posiadanie chłopaka. Ed pomógł jej wstać.
-Lepiej, żebyś już nigdy nawet na nią nie popatrzył. - Powiedział odchodząc z zaskoczoną dziewczyną.
Gdy już nie byli w zasięgu wzroku Enviego dziewczyna krzyknęła na chłopaka
-Co to miało być?! Jaka dziewczyna? Co to za papieros?!! Za kogo ty się uważasz, sama bym sobie poradziła! - Winry zrobiła się czerwona, żądając jakiejkolwiek odpowiedzi. Ed bardzo się nie przejął, bo zanim odpowiedział dokończył papierosa na jej oczach i śmiejąc się odpowiedział:
-Co to miało być? To miało być uratowaniem cię przed nachalnym kolegą, który chciał najwyraźniej czegoś więcej niż tylko buzi w policzek. Ba, Envy to byłby w stanie cię nawet zmolestować, o ile tylko nawet na środku ulicy. Papieros jest na problemy, na pokaz, żeby ugasić pragnienie nałogu, żebyś się pytała. Uważam się za twojego wielkiego wybawiciela. Sama byś sobie poradziła? No jasne. - zaczął podchodzić do niej coraz bliżej. - Myślisz, że ten kompletny brak mięśni poradziłby sobie z czymkolwiek? - Ed był już centymetr od jej twarzy. Złapał ją za ręcę i przytrzymał. Winry zaczęło bić mocniej serce. - Proszę, spróbuj się uwolnić. W tym momencie mógłbym zrobić co chcę, nawet mnie nie ruszysz. - puścił ją i odsunął się. - myślę, że taka odpowiedź wystarczy. Do widzenia. - odwrócił się i skierował w stronę swojego domu, zapalając kolejnego papierosa zostawiając zszokowaną Winry z burakiem na twarzy i zbyt mocno bijącym sercem.
czwartek, 24 lipca 2014
4. Reakcje i spojrzenia
Kiedy wracali do domu, Winry zauważyła, że jej nowy kolega- Alphonse, dziwnie się zachowuje. Nic nie mówi, do tego zerka co jakiś czas na nią z dziwnym wyrazem twarzy.
- Więc.. - nagle się odezwał - dopiero tu przyjechałaś, tak? - spytał bez emocji, aby podtrzymać rozmowę, o ile to można tak nazwać.
- Tak, wczoraj. - odpowiedziała i szli we trójkę przez pare minut w niezręcznej ciszy.
- To.. ja skręcam w tamtą stronę. Na razie. - pożegnał się.
- Pa. - odpowiedziały dziewczyny.
- Co ty jakaś smutna idziesz, co? - spytała Rose.
- Nie jestem smutna, to przez Alphonse'a. Wydawał się być dziwny.
- Tak.. ja też to zauważyłam. Zazwyczaj jest wesoły i gadatliwy. Może zawstydził się przed tobą, może mu się podobasz... - dodała trochę cieszej.
- Że ja? No co ty. - zaśmiała się Winry, a Rose posmutniała. - No co ty, nawet mnie nie zna, to by było głupie.
- Skoro tak mówisz...
- Hmm. A może jesteś zazdrosna? Podoba ci się on?
- No co ty!!! - Rose się wkurzyła i przyśpieszyła kroku.
- Poczekaj! Przepraszam! - Winry ją dogoniła. Rose miała łzy w oczach. - Co jest, co się stało?
- Nie ważne, nawet cię do końca nie znam, nie powinnam ci nic mówić. Patrz, ja skręcam tu, do jutra. - Rose machnęła Winry na pożegnanie i odeszła. Zdezorientowana dziewczyna stała i patrzyła jak jej nowa koleżanka odchodzi. Nie wiedząc o co chodzi, poszła dalej przed siebie.
Weszła do domu, powitała ją Pinako.
- Jak pierwszy dzień w szkole? Poznałaś kogoś?
- Tak, parę osób.
- A jak się nazywają?
- Envy Morri, Rose Thomas, Sheska Nariel, Alphonse Elric... - wymieniła jeszcze parę osób, ale jej babcia zmieniła wyraz twarzy przy nazwisku Elric.
- To dobrze, cieszę się. Obiad jest na stole, ja muszę wyjść na trochę, nie wiem kiedy wrócę. - jak powiedziała tak wyszła. Dziewczyna w spokoju jadła obiad i poszła odrobić lekcje. Myślała o dziwnym wzroku Al'a, wybuchu Rose i o dziwnej reakcji Pinako, nie wiedziała co się dzieje. Poszła do pracowni protetycznej, aż nie mogła uwierzyć. Było tam niesamowicie wiele narzędzi, dużo automaili i szkiców. Bała się czegokolwiek dotykać więc tylko patrzyła i podziwiała pracę jej babci. Po całym dniu dziewczyna poszła spać. Rozmyślała o wielu rzeczach, aż w końcu zasnęła.
- Więc.. - nagle się odezwał - dopiero tu przyjechałaś, tak? - spytał bez emocji, aby podtrzymać rozmowę, o ile to można tak nazwać.
- Tak, wczoraj. - odpowiedziała i szli we trójkę przez pare minut w niezręcznej ciszy.
- To.. ja skręcam w tamtą stronę. Na razie. - pożegnał się.
- Pa. - odpowiedziały dziewczyny.
- Co ty jakaś smutna idziesz, co? - spytała Rose.
- Nie jestem smutna, to przez Alphonse'a. Wydawał się być dziwny.
- Tak.. ja też to zauważyłam. Zazwyczaj jest wesoły i gadatliwy. Może zawstydził się przed tobą, może mu się podobasz... - dodała trochę cieszej.
- Że ja? No co ty. - zaśmiała się Winry, a Rose posmutniała. - No co ty, nawet mnie nie zna, to by było głupie.
- Skoro tak mówisz...
- Hmm. A może jesteś zazdrosna? Podoba ci się on?
- No co ty!!! - Rose się wkurzyła i przyśpieszyła kroku.
- Poczekaj! Przepraszam! - Winry ją dogoniła. Rose miała łzy w oczach. - Co jest, co się stało?
- Nie ważne, nawet cię do końca nie znam, nie powinnam ci nic mówić. Patrz, ja skręcam tu, do jutra. - Rose machnęła Winry na pożegnanie i odeszła. Zdezorientowana dziewczyna stała i patrzyła jak jej nowa koleżanka odchodzi. Nie wiedząc o co chodzi, poszła dalej przed siebie.
Weszła do domu, powitała ją Pinako.
- Jak pierwszy dzień w szkole? Poznałaś kogoś?
- Tak, parę osób.
- A jak się nazywają?
- Envy Morri, Rose Thomas, Sheska Nariel, Alphonse Elric... - wymieniła jeszcze parę osób, ale jej babcia zmieniła wyraz twarzy przy nazwisku Elric.
- To dobrze, cieszę się. Obiad jest na stole, ja muszę wyjść na trochę, nie wiem kiedy wrócę. - jak powiedziała tak wyszła. Dziewczyna w spokoju jadła obiad i poszła odrobić lekcje. Myślała o dziwnym wzroku Al'a, wybuchu Rose i o dziwnej reakcji Pinako, nie wiedziała co się dzieje. Poszła do pracowni protetycznej, aż nie mogła uwierzyć. Było tam niesamowicie wiele narzędzi, dużo automaili i szkiców. Bała się czegokolwiek dotykać więc tylko patrzyła i podziwiała pracę jej babci. Po całym dniu dziewczyna poszła spać. Rozmyślała o wielu rzeczach, aż w końcu zasnęła.
środa, 23 lipca 2014
3. Nowi znajomi
Winry usiadła obok nowej koleżanki.
- Cześć, jestem Winry - uśmiechnęła się serdecznie. - Miło mi cię poznać.
- Ciebie również. Więc ile już dni tutaj jesteś?
- W sumie to drugi, wczoraj przyjechałam. Nawet nie miałam okazji przejść się po okolicy.
- Wierz mi, niczego nie straciłaś. Może i widoki są przepiękne i jest świeże powietrze, to po paru dniach będziesz miała tego dosyć. Tutaj nic nie ma! - Rose prawie to wykrzyknęła, więc sor Mustang zwrócił jej uwagę.
- Jeśli znowu będziesz tyle rozmawiała Rose, to znowu będziesz siedziała sama, pamiętaj! - wkurzony i znudzony nauczyciel dalej wykładał historię, a że nikt nie był tym zbyt zainteresowany, nikt nie słuchał co doprowadzało go do większego szału. Kiedy parę lekcji już minęło, Winry stała się punktem zainteresowania. Każdy chciał wiedzieć kim jest, skąd jest, jak wygląda. Ciągle ktoś się kręcił wokół niej, co ją bardzo krępowało.
- I jak tam Winry? - odwróciła się i zobaczyła uśmiechniętego Envy'ego. - Jak pierwszy dzień?
- W miarę dobrze... - kiedy to powiedziała zobaczyła grymas na twarzy chłopaka - ...zaczęłam ten dzień, bo już nawet poznałam pare osób - uśmiechnęła się pół szczerze
- I bardzo dobrze! Pokochasz to miejsce, mówię ci. - wtedy odszedł do swoich kolegów. Winry została sama. Obejrzała się, każdy z kimś rozmawiał, pare osób patrzyło na nią, pomimo że jakoś nie byli chętni do poznania jej. Siadła na podłodze i oparła się o ścianę. Parę minut później przyszła Rose z dziewczyną o krótszych brązowych włosach i która nosiła okulary.
- Winry poznaj Sheskę, Sheska to jest Winry. - Zadowolona Rose przedstawiła dziewczyny. Winry wstała i przywitała się.
- Winry Rockbell, miło cię poznać.
- Sheska Nariel. - Nieśmiało przedstawiła się.
- My.. chyba chodzimy razem do klasy? - spytała głupio Winry.
- Tak..
- Oj dziewczyny nie bądźcie takie nieśmiałe i markotne! - wtrąciła się żywo Rose. - Zresztą Winry już się poznałaś z Envy'm?
- Tak, nawet jeszcze zanim poznałam ciebie, a coś nie tak?
- Nie radzę ci się z nim zadawać. Jest strasznie nachalny. Nigdy nie miał dziewczyny i próbuje podbijać do nich, ale ma taki charakter, że żadna nawet nie chciała. Podobno nawet jedną uderzył.
- Bez przesady, na pewno nie uderzyłby dziewczyny, jest bardzo miły.
- Ale jednak radzę ci, uważaj na niego.
Po dniu spędzonym w szkole, Rose zaproponowała, że wyjdą z niej razem. Ubierając się w szatni, Envy uśmiechnął się do niej przyjaźnie. "Nie wierzę w to co ona mówiła, pewnie jakieś plotki". Rozmyślona wychodząc z pomieszczenia wpadła na kogoś, spojrzała do góry. Chłopak o złotych włosach i złotych oczach. Ten sam, na którego wpadła rano i do tego w tym samym miejscu.
- Eto.. przepraszam. - Winry ukłoniła się przepraszająco.
- Halo halo, co się tutaj dzieje? - Rose wyszla z szatni. - O, siema Al. - przybili piątkę. - A ty co Winry, się kłaniasz? - zaczęła się śmiać. Dziewczyna zaczerwieniła się.
- Przepraszam przecież, więc się ukłoniłam. - Rose zaczęła się mocniej śmiać, a chłopak stał tam nadal zakłopotany. - z czego ty się śmiejesz? - spytała zdziwiona.
- Pierwszy raz widzę, aby ktoś się kłaniał jak przeprasza.
- Jak to? W każdym razie na północy tak się robi, to z grzeczności.
- No dobra dobra rozumiem. Tak w ogóle to jest Alphonse, a to Winry. - Zadowolona z siebie Rose przedstawiła ich sobie.
- Cześć, Winry Rockbell - podała mu rękę na przywitanie.
- Alphonse Elric.
- Przepraszam za to wpadanie na ciebie, może już to się więcej nie powtórzy - Dziewczyna uśmiechnęła się.
- To co? Idziemy do domu! - cała trójka wyszła razem ze szkoły.
- Cześć, jestem Winry - uśmiechnęła się serdecznie. - Miło mi cię poznać.
- Ciebie również. Więc ile już dni tutaj jesteś?
- W sumie to drugi, wczoraj przyjechałam. Nawet nie miałam okazji przejść się po okolicy.
- Wierz mi, niczego nie straciłaś. Może i widoki są przepiękne i jest świeże powietrze, to po paru dniach będziesz miała tego dosyć. Tutaj nic nie ma! - Rose prawie to wykrzyknęła, więc sor Mustang zwrócił jej uwagę.
- Jeśli znowu będziesz tyle rozmawiała Rose, to znowu będziesz siedziała sama, pamiętaj! - wkurzony i znudzony nauczyciel dalej wykładał historię, a że nikt nie był tym zbyt zainteresowany, nikt nie słuchał co doprowadzało go do większego szału. Kiedy parę lekcji już minęło, Winry stała się punktem zainteresowania. Każdy chciał wiedzieć kim jest, skąd jest, jak wygląda. Ciągle ktoś się kręcił wokół niej, co ją bardzo krępowało.
- I jak tam Winry? - odwróciła się i zobaczyła uśmiechniętego Envy'ego. - Jak pierwszy dzień?
- W miarę dobrze... - kiedy to powiedziała zobaczyła grymas na twarzy chłopaka - ...zaczęłam ten dzień, bo już nawet poznałam pare osób - uśmiechnęła się pół szczerze
- I bardzo dobrze! Pokochasz to miejsce, mówię ci. - wtedy odszedł do swoich kolegów. Winry została sama. Obejrzała się, każdy z kimś rozmawiał, pare osób patrzyło na nią, pomimo że jakoś nie byli chętni do poznania jej. Siadła na podłodze i oparła się o ścianę. Parę minut później przyszła Rose z dziewczyną o krótszych brązowych włosach i która nosiła okulary.
- Winry poznaj Sheskę, Sheska to jest Winry. - Zadowolona Rose przedstawiła dziewczyny. Winry wstała i przywitała się.
- Winry Rockbell, miło cię poznać.
- Sheska Nariel. - Nieśmiało przedstawiła się.
- My.. chyba chodzimy razem do klasy? - spytała głupio Winry.
- Tak..
- Oj dziewczyny nie bądźcie takie nieśmiałe i markotne! - wtrąciła się żywo Rose. - Zresztą Winry już się poznałaś z Envy'm?
- Tak, nawet jeszcze zanim poznałam ciebie, a coś nie tak?
- Nie radzę ci się z nim zadawać. Jest strasznie nachalny. Nigdy nie miał dziewczyny i próbuje podbijać do nich, ale ma taki charakter, że żadna nawet nie chciała. Podobno nawet jedną uderzył.
- Bez przesady, na pewno nie uderzyłby dziewczyny, jest bardzo miły.
- Ale jednak radzę ci, uważaj na niego.
Po dniu spędzonym w szkole, Rose zaproponowała, że wyjdą z niej razem. Ubierając się w szatni, Envy uśmiechnął się do niej przyjaźnie. "Nie wierzę w to co ona mówiła, pewnie jakieś plotki". Rozmyślona wychodząc z pomieszczenia wpadła na kogoś, spojrzała do góry. Chłopak o złotych włosach i złotych oczach. Ten sam, na którego wpadła rano i do tego w tym samym miejscu.
- Eto.. przepraszam. - Winry ukłoniła się przepraszająco.
- Halo halo, co się tutaj dzieje? - Rose wyszla z szatni. - O, siema Al. - przybili piątkę. - A ty co Winry, się kłaniasz? - zaczęła się śmiać. Dziewczyna zaczerwieniła się.
- Przepraszam przecież, więc się ukłoniłam. - Rose zaczęła się mocniej śmiać, a chłopak stał tam nadal zakłopotany. - z czego ty się śmiejesz? - spytała zdziwiona.
- Pierwszy raz widzę, aby ktoś się kłaniał jak przeprasza.
- Jak to? W każdym razie na północy tak się robi, to z grzeczności.
- No dobra dobra rozumiem. Tak w ogóle to jest Alphonse, a to Winry. - Zadowolona z siebie Rose przedstawiła ich sobie.
- Cześć, Winry Rockbell - podała mu rękę na przywitanie.
- Alphonse Elric.
- Przepraszam za to wpadanie na ciebie, może już to się więcej nie powtórzy - Dziewczyna uśmiechnęła się.
- To co? Idziemy do domu! - cała trójka wyszła razem ze szkoły.
wtorek, 1 kwietnia 2014
2. Pierwszy dzień szkoły
Obudziły ją promienie słoneczne padające prosto na jej twarz. Spojrzała
na zegarek, było dopiero przed siódmą, a szkołę miała na ósmą. Pozwoliła sobie
jeszcze na pięć minut, ale i tak by nie zasnęła, więc po prostu położyła się
nie zamykając oczu. Myślała o tym jak będzie w nowej szkole. Czy uda jej się z
kimś bliżej zakolegować i czy w ogóle ktokolwiek ją polubi. Musi być pozytywnie
nastawiona, żeby nikogo nie wystraszyć. Jest połowa października, a w Resembool
jest nadal ciepło. Podobało jej się to. Wstała i przeciągnęła się. Poszła do
toalety się odrobinkę ogarnąć. Umyła twarz i powiedziała sama do siebie:
-Nie może być źle, będzie dobrze. – i słabo się uśmiechnęła. Po
porannej toalecie poszła się ubrać w mundurek. Była to biała koszula, kremowy
sweterek i ciemnobrązowa spódniczka. Założyła też podkolanówki i balerinki.
Pomalowała się lekko i zaczesała włosy w wysoki kucyk z dwoma wystającymi
pasmami włosów z przodu. Spakowała książki i zeszła na dół do Pinako.
-Dzień dobry Winry.
-Dzień dobry… babciu. – nadal nie mogła przyzwyczaić się do tego
określenia.
-Śniadanie masz na stole, ja muszę wyjść na pocztę, zostawiam ci
klucze. – powiedziała Pinako i jak miała tak wyszła z domu. Dziewczyna weszła
do kuchni. Na stole miała zostawione kanapki. Siadła i powoli je jedząc
patrzyła przez okno. Uspokajała się w myślach. Po zjedzeniu umyła talerz i
westchnęła ciężko. Podeszła do drzwi i wyszła na dwór. Wiał przyjemny, ciepły
wiatr, więc Winry mimowolnie się uśmiechnęła. Zaczęła iść w stronę szkoły i
spojrzała na zegarek. Miała jeszcze dużo czasu, więc szła powoli rozglądając
się dookoła. Myślała o tym, że Resembool jest jednak cudowne, przynajmniej z
wyglądu.
-Cześć! Nie widziałem cię tutaj nigdy wcześniej, a masz szkolny mundurek,
jesteś nowa? – dziewczyna usłyszała za sobą, więc się odwróciła. Stał tam wysoki
chłopak z długimi czarnymi włosami, które były ułożone niedbale.
-Tak… Jestem nowa – uśmiechnęła się – Nazywam się Winry Rockbell, miło
cię poznać.
-Jestem Envy Morri. – odwzajemnił uśmiech. Winry dziwnie się czuła w
jego obecności, ale szli razem stronę szkoły, na szczęście była nie daleko.
-Do której będziesz chodzić klasy? – spytał chłopak. Dziewczyna
sięgnęła do torby po plan lekcji.
-Do… 2A.
-Czyli będziesz ze mną w klasie – ucieszył się – pójdziemy razem do
klasy.
Wchodząc do szkoły ludzie zwracali na nią uwagę przy okazji szepcząc.
Na wsi z reguły wszyscy się znają, więc pewnie zauważyli, że pojawił się ktoś
nowy.
-Tutaj są szatnie, a tutaj jest nasza. – Envy spojrzał na nieobecną
chwilowo Winry, która patrzyła w inną stronę. – Winry!
-A, tak.. Przepraszam, zagapiłam się. Tu jest nasza szatnia, tak?
-Tak, chodźmy.
Po zmienieniu butów dziewczyna wychodząc z szatni wpadła na kolejnego
chłopaka. Miał krótkie włosy ze złotym odcieniem. Miał też złote oczy, które
przykuły jej uwagę.
-Oj.. Przepraszam! – powiedziała dziewczyna do zdziwionego chłopaka i
poszła dalej nie czekając na odpowiedź.
Razem z Envy’m weszła do klasy, gdzie nie było jeszcze nauczyciela.
Było tam głośno i było słychać śmiechy i energiczne rozmowy. Winry trochę się
wystraszyła, ale zanim ktokolwiek zdążył ją zauważyć na szczęście wszedł
nauczyciel, wychowawca.
-Cisza! – krzyknął i wszyscy się uspokoili. Zauważył Winry. – A ty co
stoisz? Siadaj na miejsce.
-Ale… ja jestem nowa… - zarumieniła się lekko ze wstydu.
-Nowa? – zdziwił się. Aaa, tak. Winry Rockbell, tak?
-Tak..
-Nazywam się Roy Mustang, jestem wychowawcą tej klasy, a to.. to jest
twoja nowa klasa. – machnął ręką na nastolatków ze znudzoną miną. -Dzieciaki, to jest wasza nowa koleżanka z klasy. Winry Rockbell.
-Miło mi. – Dziewczyna ukłoniła się przed klasą.
-Siadaj gdzie chcesz, są wolne miejsca.
Patrząc na klasę nie wiedziała co zrobić, każdy patrzył się na nią i
czekał na jakikolwiek ruch. To było dla niej nieco zawstydzające. Podeszła do
jakiejś dziewczyny. Miała ciemne włosy z różową grzywką.
-Siadaj- Powiedziała do Winry podając jej rękę i uśmiechając się-
Nazywam się Rose Thomas.
niedziela, 30 marca 2014
1. Resembool
Blond
długowłosa dziewczyna siedziała w pociągu przy oknie. Rozmyślała o wydarzeniach
z ostatniego czasu. Jej rodzice umarli na wojnie jako lekarze, ratując innych
ludzi. Nadal nie mogła się do końca z tym pogodzić, ale jednak była twardsza
niż by się wydawało. Przeprowadzała się do babci, której nigdy wcześniej nie
poznała, ponieważ mieszkała z rodzicami za daleko. Oni mieszkali na północy,
gdzie praktycznie panowała wieczna zima. Rzadko opuszczała swoje miasto, a co
dopiero na taką odległość. Nie chciała się przeprowadzać, ale nie miała wyboru.
Babcia Pinako była jej jedyną rodziną, gdyby nie zgodziła się do niej
wprowadzić skończyłaby w domu dziecka, a tego na pewno by nie chciała. Pinako
mieszkała we wsi Resembool, ogólnie było tam słoneczniej niż w jej starym domu.
Jadąc pociągiem w tamtą stronę robiło jej się cieplej, przyjemniej aż zdjęła
kurtkę. Pomimo lepszej pogody nadal była smutna. Jeszcze parę dni wcześniej
śmiała się z rodzicami przy obiedzie. Aby nie musiała ciągle o tym myśleć
postanowiła się czymś zająć, znaleźć jakieś hobby. Zainteresowała się
protetyką, ale to co o niej wie to minimum. Musi jeszcze dużo się dowiedzieć na
ten temat.
- Stacja
Resembool! – krzyknął pracownik stacji kolejowej. Winry pośpiesznie wstała, aby
nikt nie zamknął jej drzwi do pociągu. Pracownik pomógł jej z walizkami i tak
stojąc na stacji zdezorientowana rozglądała się wokół siebie. Sięgnęła do
torebki po mapkę, która przedstawiała drogę do domu jej babci. Westchnęła
ciężko i poszła przed siebie. Idąc główną ścieżką rozglądała się na boki
podziwiając krajobrazy.
- Tu jest
przepięknie! – powiedziała sama do siebie uśmiechając się pierwszy raz od
dłuższego czasu. Podobało jej się tutaj. Widziała z daleka jakiś nastolatków, z
tego co widziała to byli chłopcy. Wyglądali jakby się kłócili. Nie przejęła się
tym, nie jej sprawa. I tak była za daleko od nich. Dochodziła już do celu.
Przed nią stał duży, żółty dom. Usłyszała szczekanie, więc rozejrzała się.
Przed nią biegł duży czarno-biały pies z protezą nogi. Przez chwilę się zlękła,
ale zanim zdążyła coś zrobić, pies przyjaźnie do niej podbiegł i machał ogonem.
Winry powoli schyliła się i go pogłaskała.
-Dobry
piesek – powiedziała, dalej go głaszcząc.
-Den! Do
nogi! – usłyszała starszy kobiecy głos i spojrzała przed siebie. Przy drzwiach
wejściowych stała mała babcia z szarym kucykiem i fajką w ręce. Zauważyła dziewczynę i spokojnie do niej
podeszła. – Ty pewnie jesteś Winry, moja wnuczka, prawda?
- Tak, to
ja. – Nie za bardzo wiedziała jak się ma zachować.
- Chodź do
środka, pewnie jesteś głodna. – Pinako uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Dobrze. –
odpowiedziała grzecznie i wtargała walizki do środka. Kątem oka zauważyła szyld
„Automail”. – Zajmuje się pani protetyką? – spytała zdziwiona.
-Proszę nie
mów do mnie pani. Mów do mnie babciu lub po imieniu jeśli dla ciebie będzie
lepiej. Tak, mam zakład protetyczny, interesujesz się tym?
- Jak na
razie tylko trochę o tym wiem, ale chciałabym się tym zajmować… babciu.
Pinako
uśmiechnęła się.
- No dobrze,
porozmawiamy o tym później, a teraz chodź do twojego pokoju. – zaprowadziła
Winry po schodach i otworzyła jeden z pokoi. Był jasny i schludny. – rozgość
się i zapraszam na dół na obiad. Mam nadzieję, że nie jesteś wegetarianką.
Dziewczyna
podeszła do okna. Miała stamtąd widok na drogę i na większą część wsi. Siadła
powoli na łóżku i łzy zaczęły napływać jej do oczu. Pomimo wszystko nie chciała
tutaj być. Zostawiła na północy wszystko. Najgorzej było rozstać się ze
znajomymi, raczej nie będzie jej łatwo tu się z kimś zaprzyjaźnić, bo tu wszyscy
znają się od zawsze. Będzie obca. Przetarła oczy i poszła do kuchni. Była
bardzo głodna i prawie rzuciła się na jedzenie. Porozmawiała z Pinako i
podziękowała za posiłek, po czym poszła do swojego pokoju. Rozpakowała się i
stanęła przy oknie rozglądając się. Widziała paru ludzi ale nie przejęła się
nimi. Otworzyła okno i rozkoszowała się świeżym, obcym powietrzem.
- Może
jednak nie będzie tutaj tak źle.
Dzień minął
jej szybko i spokojnie i czas było iść spać. Poszła do łazienki wziąć gorącą
kąpiel po czym wróciła do pokoju. Wskoczyła do łóżka, nastawiła budzik,
ponieważ jutro czeka ją pierwszy dzień w szkole. Położyła się wygodnie i nie
zamykając jeszcze oczu zaczęła płakać.
____________
Pierwszy rozdział krótki jako wstęp. Mam nadzieję, że nie jest najgorzej. Następne rozdziały będą ciekawsze. :)
Wstęp.
Hej. Wstępem wytłumaczę o pomyśle na to opowiadanie. Będzie ono głównie o Edwardzie i Winry z serii Fullmetal Alchemist. (bardziej skierowane ku Brotherhood) Trochę pozmieniałam w swojej wersji, ale podstawowe kwestie pozostawiam bez zmian. Mam nadzieję, że wam się spodoba :) zapraszam do lektury!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)